W internecie pełno jest artykułów mówiących o tym, w co powinnaś się zaopatrzyć, gdy spodziewasz się dziecka. Na niemal każdym portalu przeznaczonym dla kobiet w ciąży znajdziesz listę z wyprawką, a ilości wymienianych artykułów mogą przyprawić o ból głowy. Zwłaszcza, że wiele z nich to rzeczy drogie lub bardzo drogie. Może utwierdzać nas to w przekonaniu, że posiadanie dziecka to w dzisiejszych czasach luksus, na który nie każdego stać. Trudno jest bowiem niedoświadczonym rodzicom ocenić, co tak naprawdę będzie potrzebne w opiece nad dzieckiem, a co jest zbędnym gadżetem. To, że musicie mieć wózek, fotelik samochodowy, łóżeczko, ciuszki i pieluszki to wiadomo i nie ma co nad tym dyskutować. Pozostałe rzeczy mają nam ułatwiać życie i pomagać w zajmowaniu się niemowlakiem. Co jest potrzebne, a co niekoniecznie pozostawiam Waszej ocenie. W osobnym wpisie przedstawię wam listę produktów, które znacznie ułatwiają życie z niemowlakiem i które moim zdaniem warto kupić. Tym razem podpowiem Wam czego, moim zdaniem, w ogóle nie musicie kupować przed narodzeniem się pierwszego dziecka.

  1. Podgrzewacz do butelek

    Generalnie wszystkie artykuły związane z karmieniem dziecka dotyczą was tylko w przypadku, jeśli nie planujecie karmić piersią. Albo chcecie się zabezpieczyć na ewentualność, że taki rodzaj karmienia nie będzie z jakichś powodów możliwy. Wtedy trzeba się zaopatrzyć w butelki, smoczki, no i mleko. I według mnie to wystarczy. Reszta to już zbędne gadżety. Weźmy na początek podgrzewacz do butelek. Spokojnie można go zastąpić zwykłym termosem, w którym będziecie trzymać wrzątek. Wystarczy później wodę gorącą wymieszać z zimną, aby uzyskać odpowiednią temperaturę dla sporządzenia mleka. Niektórzy używają do podgrzewania wody mikrofalówki. Dobrym pomysłem jest też kupienie czajnika z możliwością ustawienia temperatury, do której ma grzać wodę. Taki czajnik znajdzie również zastosowanie chociażby do zaparzania różnych rodzajów herbat, których nie powinno się zalewać wrzątkiem, a np. wodą o temp.80 stopni.

  2. Sterylizator do butelek

    Gdy nasza córka przeszła na butelki to do ich sterylizacji używaliśmy zwykłego wrzątku. Czasem polegało to na gotowaniu butelek i smoczków w garnku, a czasem na zwykłym przelaniu wrzątkiem z czajnika. Nigdy nie miała żadnych problemów z pleśniawkami czy jakichś zatruć z tego powodu.

  3. Laktator elektryczny

    Gadżet zbędny, o ile nie planujesz codziennie ściągać pokarmu. Jeżeli tak jak ja, będziesz to robić raczej sporadycznie wystarczy, że kupisz laktator ręczny. Jego koszt to około 50 do 100 zł, gdy dla porównania za laktator elektryczny musisz zapłacić od 150 do nawet 500 zł.

  4. Monitor oddechu

    My nie kupowaliśmy. Tyle się teraz słyszy o śmierci łóżeczkowej, że bałam się, że popadnę w paranoję. Wiem, że brzmi to dziwnie, bo przecież ten sprzęt przed takimi sytuacjami ma właśnie chronić. To było na zasadzie wyparcia ze świadomości – mnie ten problem nie dotyczy, nie chcę się stresować. Postanowiliśmy kupić tylko w przypadku, gdy już po urodzeniu się dziecka, lekarz stwierdzi, że ma ono problemy z oddychaniem. Nic takiego się nie stało, więc odpuściliśmy sobie ten zakup. Rozumiem jednak osoby, które monitor kupują, bo wiedzą, że dzięki niemu będą spokojniejsze.

  5. Kosz na zużyte pieluchy

    Ani przez chwilę nie pomyśleliśmy, żeby kupować takie cudo. Przecież śmieci wynosi się codziennie, w razie potrzeby można wynieść dwa razy. W dodatku nie trzymam tych pieluch na blacie kuchennym, więc nie widzę potrzeby aż takiej ich izolacji. Podobnie rzecz się ma ze specjalnymi torebkami na pieluchy. U nas w razie potrzeby świetnie zastępowały je zwykłe reklamówki bądź woreczki.

  6. Karuzela nad łóżeczko

    Wiem, że ślicznie i słodko wygląda, ale tak naprawdę to bardziej podoba się chyba nam rodzicom, niż dzieciom. My kupiliśmy córce taka karuzelę na allegro, ale okazała się niestety tandetnym dziadostwem, którego nie dało się zamontować i tym oto sposobem nasza córka nie miała takiej zabawki. I jakoś przeżyła. Tak więc zakup okazał się niepotrzebny.

  7. Ochraniacze na szczebelki

    Właściwie to nie wiem przed czym mają chronić? Przed uderzeniem się główką w szczebelki czy przed zaklinowaniem się nóżek? Po pierwsze taki mały niemowlak nie wierci się i nie obraca wokół własnej osi od urodzenia, tylko leży praktycznie bez ruchu. A jak już się obraca i zaczyna podnosić to może się uderzyć powyżej tego ochraniacza. Z tymi zaklinowanymi stópkami to chyba jakaś przesada, ile jest takich przypadków? To już częściej słyszę, że ochraniacze blokują naturalny przepływ powietrza i lepiej dla dziecka jak ich nie ma. Ale ja wiem – łóżeczko tak pięknie z nimi wygląda, bo mają takie piękne wzorki itd. Sama uległam ich czarowi i nasze łóżeczko też było otoczone mięciutką gąbeczką. Z perspektywy czasu uważam jednak, że takie ochraniacze są niepotrzebne.

To byłoby chyba na tyle. Ograniczenie listy zakupów to na pewno ulga dla portfela i korzyść dla naszego mieszkania, bo po co sobie zagracać przestrzeń rzeczami, bez których można się obejść. Poza tym minimalizm jest teraz w modzie. A wy zgadzacie się z moją listą? A może dorzucilibyście jeszcze coś od siebie?